Ostatnio jak była w Wawie ta wielka nawałnica pioruny waliły wszędzie. Matka mojego kumpla ma strasznego cykora i "ktoś jej powiedział zeby w czasie burzy wszystko odłączać od prądu". No to ta genialna kobieta cyk - wyciągnęła wtyczke od kompa z listwy. Jak nietrudno sie domyślić komp juz więcej sie nie uruchomił. Ale to dopiero początek zabawy. Z kumplem próbowaliśmy dojść co padło. Najpierw myśleliśmy ze to zasilacz, ale podłączylismy go do mojego kompa i okazał się dobry. Więc zaczęliśmy po kolei odłączać rózne rzeczy i po odłączeniu sieciówki (Planet) komp sie elegancko uruchamia. No to zadowoleni idziemy do administratora, który stwierdził ze padła ona wskutek uderzenia pioruna i teraz jest na niej zwarcie. Dostalismy nową sieciówke, włozylismy do kompa i guzik - komp nie odpala jak nie odpalał. Zmienilismy gniazdo PCI i nadal było to samo. Bez zadnej karty w gniezdzie PCI komp odpala elegancko. I teraz pytanie - co mogło pójść i czy to sie da naprawić, bo na mój gust t opłyta główna jest do wymiany. Jest to jakis model pod Athlona XP 1.2Ghz, dokładnie nie wiem, bo kumpel posiał gdzies dokumentacje.
______________________________
EVERYBODY LIES
|