Witam wszystkich elektroników. Jeżeli temat nie do tego działu to proszę moderatora o przeniesienie.
Mam do was pytanie: ile absolwent po technikum wyciągnie miesięcznie na ręke jeżeli nie zdał egzaminu zawodowego? Pytam bo u nas w szkole i chyba innych też zdawalność jest mała.
Nauczyciel u nas w szkole mówił, że elektronik po studiach zarabia 4 razy więcej od tego po technikum. Czy to prawda?
No i jeszcze jedno, wielu znajomych ludzi którzy skończyli już tę szkołe mówią, że to co się tu nauczyli i tak nie przydało im się w późniejszej pracy, a wszystkiego nauczyli się dopiero w zakładzie. Czy tak sytuacja naprawde wygląda?
Z góry dziękuje za odpowiedzi.
To wszystko zależy od wielu czynników. W pierwszym rzędzie od tego gdzie się zatrudnisz. Po drugie jakie jest zapotrzebowanie na danym terenie na tego typu fachowców. Po trzecie - to nie szkoła ani studia decydują o wysokości zarobków lecz indywidualne umiejętności i zdolności elektronika a także uznanie w oczach pracodawcy (przełożonego). Elektronika to kierunek, w którym zachodzi konieczność ciągłego kształcenia się. Ludzie, którzy twierdzą, że szkoła im nic nie dała po prostu kłamią lub czas nauki totalnie zmarnotrawili. Oczywiście, że są wiadomości, które przydają się mniej lub czasami w ogóle ale większośćwiedzy uzyskanej w szkole jest potrzebna do dalszej nauki elektroniki lub do do lokalizacji uszkodzeń w wyniku bardzo intensywnej dedukcji. Oczywiście są "fachowcy", którzy na pamięć uczą się iluś tam uszkodzeń i na podstawie często powtarzających się objawów są w stanie lokalizować większość uszkodzeń, jednak nadchodzi taki moment gdy uszkodzenie jest nietypowe i taki serwisant po prostu nie poradzi sobie. Należy także dodać, że aby nauczyć się tego sposobu konieczne jest posiadanie kogoś kto ZECHCE przekazać swoją wiedzę młodszemu koledze! Jeśli ten ostatni nie będzie miał takiego szczęścia to albo sam musi dochodzić do dużej szybkości w lokalizacji usterek albo... nigdy nie zostanie serwisantem. Niektórzy elektronicy mogą też być zatrudnieni poza serwisem ale to już tylko w wyjątkowych miejscach i w niewielkiej ilości.
_______________________________
Preskaler
Napiszę tak;
- elektronik z dyplomem to nie zawód. To papierek dla pracodawcy na posiadanie pewnej porcji wiedzy. Najczęściej trzeba mieć lub dorobić sobie drugi papierek- uprawnienia SEP.
A cała reszta to jak pisał Preskaler - wszystko zależy od pracodawcy. Czyli gdzie i na co się trafi. 30 i więcej lat temu było można dokładnie odpowiedzieć na zadane pytania. Dziś nie.
_______________________________
Volenti non fit iniuria.
Verba volant, scripta manent.
Ja akurat śledzę temat pracy, ale w branży komputerowej. Powiem tak: na niektóre stanowiska brak studiów odcina drogę. Po prostu pracodawca wymaga "po studiach" i kropka, nie dopuszcza do postępowania rekrutacyjnego, więc się nie wykażesz. Myślę, że w przypadku elektroników czy automatyków jest podobnie.
Czy jest to faktycznie uzasadnione? Różnie. Są takie zagadnienia, że trudno samemu z siebie się tego nauczyć. Ale są i takie, które można opanować w domu z książek, internetu czy technikum. Trzymając się tej branży, to np.: programista musi być po studiach (bo bez matmy na wysokim poziomie dojdzie do momentu, w którym nie da rady), a administrator serwerów Uniksowych/Linuksowych niekoniecznie. Obaj mają szansę na zbliżone zarobki.
Wracając do zawodu "elektronika"... Część osób po technikum elektronicznym "kończy" jako instalator. Jeżeli jest się szeregowym pracownikiem (czyli wyłącznie kładzenie kabli i podłączanie puszek na dużych budowach), to nie ma co się spodziewać fortuny i ciekawej pracy.