
chcialem Wam przedstawic moj tok rozumowania i zapytac sie o zdanie. otoz jakis miesiac temu przyszedl mi do glowy pewien pomysl - jak wiadomo rezystor nie posiada swojego "przeciwnika" ("pary komplementarnej") w elektronice, jaka np: dla cewki jest kondensator.
polprzewodnik staje sie przewodnikiem, po dostarczeniu mu pewnej ilosc energii, pozwalajacej na uwolnienie sie elektronow z powlok walencyjnych. tak wlasnie zdaje sie dziala bateria sloneczka - poprzez oswiecenie powierzchni PP swiatlem powodujemy uwalnianie sie ladunkow elektrycznych.
a gdyby tak zastosowac energie cieplna? ja bym te plytke widzial tak - od gory warstwa PP, potem jakis dobry izolator (zarowno termiczny jak i elektryczny!!) po czym warstwa metalu (btw: a moze innego PP? hmm...). sumarycznie przypominaloby to nieco kondensator, majacy jako 1 z okadek "goly" PP.
teraz przekazujac cieplo na GORNA czesc plytki, pozostawiajac dolna przy (+-) stalej temperaturze, powodujemy ze na gornej powierzchni (PP) uwalniaja sie ladunki a an dolnej nie - powstaje roznica potencjalow (niewielka, ale moze podobnie jak przy bateriach slonecznych, o sporej wydajnosci pradowej).
sprawnosc takiego rozwiazania (zakladajac, ze wogole by sie to sprawdzilo) bedzie raczej... dyskusyjna, ale pytanie jest inne - czy to ma racje bytu? czy dobrze mysle?
oczywiscie trzeba by dostarczac energie - byc moze moglaby to byc jakas forma pradnicy bez elementow ruchomych? no dobra - teraz juz zaczynam fantazjowac...
btw: sorki za jakosc rysunku, ale robilem go odrecznie na touchpad'zie. :)
______________________________
[baszerr.org]
|