Witam. Powiedzcie mi jak zlutowac kabelki. Nie wiem dlaczego lut zplywa mi z kabelow. Dlaczego. Powiedzcie mi co sie robi krok po kroku, Z gory dziekuje. Pozdrawiam
Napisz co to za kabelki, moze sa pokryte emalia izolacujaca? Do lutowania procz cyny potrzebny jest takze topnik, czyli co najmniej kalafonia, lub pasta lutownicza. Takze niezle nadaje sie do tego celu aspiryna . Zwlaszcza, ze usuwa emalie z przewodow. Trzeba tylko uwazac, bo powstajacy dymek jest mocno gryzacy w gardlo, dmuchac go od siebie.
_______________________________
Lepsze jest wrogiem dobrego.
Co to za kabelki - grube czy cienkie, pojedyńcze druty czy linka. Czy są czyste, nietłuste (świeżo po zdjęciu izolacji)?...
Może lutownica ma za małą moc, albo nie dajesz spoiwu (czyli "cynie") ostygnąć i za szybko szarpiesz drutami?
Może trzymasz spoiwo na grocie lutownicy zbyt długo, przez co się utlenia (pokrywa warstą tlenków utrudniających przewodzenie i przyleganie)?
Może materiał jest kiepski? Te druty sa miedziane (rudy kolor), czy może jakieś stare - aluminiowe? Skąd pochodzą - ze zwykłych kabelków, czy np. z jakiegoś rozebranego uzwojenia (wtedy mogą mieć na sobie emalię)? Zbyś dobrze mówi - użycie topnika z pewnością może pomóc.
"Sztuki" lutowania nie da się przekazać na papierze. Najlepiej jest to zobaczyć, bo inaczej, to trzeba dochodzić metodą prób i błędów... Oczywiście możesz liczyć na nasze rady :) .
sa to druty cienkie, pojedyncza linka. A mozna z drutu zeskrobac emalie (np. nozem). A na plaskiej baterii(4.5 V) tez jest taka emalia ???? dziekuje za odpowiedz pozdrawiam
Bo jeśli masz jednak pojedyńczy drucik, taki jak na górze, to:
Jest on w emalii. Emaliuje się druty po to, by móc je nawijać warstawmi jeden na drugim i jeden koło drugiego. Co ma jedno do drugiego? To, że bez emalii zrobiło by się zwarcie i taki nawinięty drucik służyłby jako jeden metalowy kloc, a nie np. kilometr drutu. Rozumiesz?
Emalia prądu nie przewodzi. A cyna "przyczepia" się tylko do gołego metalu, a nie do emalii. Rozumiesz? Więc trzeba tą emalię usunąć. Jak? Jak się chce. Można jakimś rozpuszczalnikiem. Można opalić i usunąć resztki. Można zdrapać. Można kwasem (-> aspiryna). Można wygrzewać w kalafonii (może sama zejdzie)...
Sposobów wiele. Jedne są bez szkody dla drutu, a inne go trochę nadwyrężają.
Jak już usuniesz emalię, to i tak będziesz miał kłopot ze zlutowaniem. Czemu? Pierwsze: brak praktyki. A drugie, to musisz dobrze unieruchomić połączenie. Bo jak będziesz tym ruszał, to się rozleci (nie zdąży wystygnąć). Chyba, że poskręcasz te druciki.
No i trzeba pamiętać o kalafonii (lub mocniejszej paście do lutowania). Trzeba rozgrzać drucik lutownicą i wsadzić go do kalafonii (by trochę poskwierczało). Można też pojeździć po nim gorącym grotem z odrobiiną kalafonii.
Na płaskiej baterii? Na tych blaszkach? Hmm... razej nie. One mają dobrze przewodzić prąd. Mogą być co najwyżej brudne. I trzeba je odtłuścić np. spirytusem. No i też nie wyglądają jak nowiutka, świeżutka miedź, tylko są pokryte warstwą tlenków (nie błyszczą, prawda?), więc może się ciężko lutować. Chcesz, to je poskrob, popoleruj. Nie zaszkodzi.
Te druciki, jeśli będziesz je oskrobywał, czy opalał z emalii, to też potem należało by je odtłuścić.
Kurcze, jeszcze miałem coś napisać, ale zapomniałem. Ech, a miałem iść dziś wcześniej spać. Znowu...
Dobranoc.
Wszystko lutuje sę dużo lepiej, gdy jest czyste (nieukurzone, bez brudu), oraz nietłuste (można to załatwić rozpuszczalnikiem czy spirytusem). Lepiej się lutuje rzeczy świeże, nieutlenione, a nie zaśniedziałe.
Lepiej jest nie przegrzewać cyny, bo przegrzana cyna traci właściwości. Przegrzana kalafonia (taka mocno spalona), to też nic dobrego. Grot trzeba co jakiś czas czyścić (choćby po rozgrzaniu przetrzeć chusteczką; tylko się nie sparz).
Lutowanie, wbrew powszechnemu poglądowi, nie jest rzeczą łatwą! W latach 60-tych przeprowadzono badania i stwierdzono, że 90% ludzi zatrudnionych w serwisie RTV - NIE UMIE lutować! No może za mocno powiedziane ale zdecydowanie sposób ich lutowania odbiegał od doskonałości. Lutowanie było traktowane (w szkołach przede wszystkim) po macoszemu. Cała uwaga skupiała się na teoretycznym i przktycznym przyswajaniu wiedzy z elektroniki a lutowanie... przecież to takie proste(?) że nie wumaga nauczania! Nie tylko w usługach było to "Piętą Achillesową" ale także w przemyśle. Wytwarzane sprzęty RTV były "nasycone" tzw. "zimnymi lutami", które dręczyły i użytkowników i serwisantów. Lutowanie nie tylko ma zastosowanie w elektronice ale o tej części zagadnienia nie ma co tutaj rozprawiać! Często i elektronik musi przylutować jakąś częśćstalową czy aluminiową a ti już wymaga specjalnej wiedzy i materiałów. Dobrze, że od czasu do czasu powraca ten temat bo świadczy o potrzebie wiedzy w tej dziedzinie.
Wspominając moje pierwsze kroki, gdzie nie posiadałem ani lutownicy ani topnika a jedynie stop cyny i ołowiu jaki używano do lutowania dachów. Jako topnika używałem żywicy pozyskanej w lesie z drzew iglastych a cynę topiłem w stalowym, płaskim tygielku ustawionym na palniku resza. Układów elektronicznych nie dało się tą metodą za bardzo robić ale budowałem szkieletowe modele samochodzików, parowozów, samolotów itp. Miałem gdzieś kawałek zdobycznego kabla telefonicznego (żyły jeszcze w papierze) i właśnie z tych drucików powstawały ażurowe modele. Na skrzyżowane druciki nakładałem maleńką kropelkę żywicy i zanurzałem to miejsce w roztopionej cynie. Chwikę trzeba było odczekać i wyjmowałem te skrzyżowane druciki z kropelką cyny dokładnie je mocującą. Oczywiście wszystkie druciki najpierw dokładnie, meczanicznie oczyszczałem. Wiele let póżniej widziałem trochę podobną twórczość w postaci różnych postaci i przedmiotów codziennego użytku polutowanych z części elektronicznych. Były to resystorki różnych mocy, kolorów i wielkości, tranzystory, diody kondensatory itp. Były to ludziki pchające taczki, jadące na rowerze, para całująca się na ławce itp. Zachęcam do takiej twórczości bo to i można uczyć się lutowania i wytworzyć jakieś "artystyczne" dziela.
_______________________________
Preskaler
Ja elektroniką nie zajmuję się ani zawodowo, ani nie miałem czegoś takiego w szkole, a i na codzień rzadko mi się to zdaża. Po prostu, jak trzeba coś lutować, to lutuję. Czasem mnie najdzie ochota na jakiś układ i też próbuję...
Jak patrzę na luty robione przeze mnie wtedy, kiedy zaczynalem, to albo się śmieję, alebo mi wstyd (tak zwykle reaguję przy innych ;) ).
Dziś lutuję dużo lepiej. Ale...
Niby wiem jak postepować z cyną. Wiem jaka lutownica jest potrzebna do danego przyszłego połączenia. Wiem kiedy ile topnika użyć, ale...
Ale jeszcze nie raz mi się coś nie udaje. Odsysacz cyny idzie w ruch (choć czasem nie pomaga). I mistrzem nigdy nie będę :) .
Preskaler , pisałeś kiedyś o tych ludzikach zrobionych z rezystorów. Kiedyś widziałem na tym forum temat Twojego autorstwa (albo tylko pojedyńczą wiadomość - nie pamiętam), w którym był odnośnik do strony z czymś takim. Pamiętam, że było to świetne. Ale nie mogę znaleźć tamtego tematu. Zupełnie nie pamiętam jakie słowa mogły być tam użyte, no i temat oglądałem dobre kilka lat temu...
Masz jeszcze adres tej strony? A może jesteś w stanie znaleźć tamten temat?
dzięki, jeśli spróbujesz :)